• Wpisów:10
  • Średnio co: 61 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 00:01
  • Licznik odwiedzin:2 986 / 674 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

Hej Tu Daria z bloga -http://delena0111.pinger.pl- Od tej pory będę współpracowała przy realizacji tego bloga. Mam nadzieję, że to co będziemy razem tworzyły z Blondynką - Kamilą, Wam się spodoba Postaram się Was nie zawieźć jak i na tym blogu, tak i na moim osobistym


A tu taka Delena
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Hej.
Dziś trochę emocjonalny wpis. No można też go określić jako bardziej intymny, ale nie ma tam nic niestosownego! Miłego czytania. Nad tym rozdziałem naprawdę się napracowałam. http://delena0111.pinger.pl/ - ten rozdział jest pisany z myślą o Tobie. Wiesz o co mi chodzi! (Delena i te sprawy). Mam nadzieję, że Ci się spodoba.
..................................................
Damon patrzył zdziwiony na brunetkę nie wiedząc co się dzieje… Jedyne myśli, które znajdowały się w jego głowie to świadomość, że więcej Eleny nie zobaczy… Nie mógł znieść tej myśli, więc poddał się swojemu impulsowi i wraz z Eleną zaczął tańczyć…

Nagle usłyszał pierwsze dźwięki swojej ulubionej przeróbki piosenki Depeche Mode: zespołu Anberlin, utworu najbardziej znanego i najbardziej rozpoznawalnego – Enjoy the Silence.


Złapał szybko butelkę swojego ulubionego alkoholu i wypił duszkiem całą. Burbon zaczął działać…

Podszedł do Eleny i przyciągnął dziewczynę do siebie. Razem zaczęli tańczyć, zaczęli ze sobą współgrać. Ich ciała pod każdym względem ukazywały jak po 2 dniach siebie pragną, albo że są dla siebie stworzone.

Gdy dwójka wypiła kolejną butelkę alkoholu, brunetka zaproponowała, aby pójść do jej pokoju. Damon popatrzył na pijaną dziewczynę i rzekł cicho:

- Nie, Eleno! Nie pójdę z Tobą do Twojej sypialni.

Ciemnowłosa tylko zachichotała i pobiegła na piętro domu. Nagle chłopak usłyszał dźwięk, jak coś upada na podłogę. Szybko znalazł się przy pokoju Eleny, bojąc się, że dziewczyna zrobiła sobie coś złego, jednak po chwili zorientował się, że brunetka zrzuciła kilka książek, aby go tu zwabić. Wszedł zły do pomieszczenia, a gdy miał zamiar wygłosić reprymendę, dziewczyna zamknęła drzwi pokoju i wpiła się w usta chłopaka.

Zdziwiony nie oddał pocałunku. Mimo to brunetka nie zwracała na to uwagi i nadal obdarowywała Damona pocałunkami.

Starszy Salvatore czuł miękkie usta dziewczyny na swoich ustach, żuchwie, nosie, szczęce… Pragnął jej, ale bał się. Bał się, że gdy się zakocha i powie Elenie prawdę, a ona się wystraszy, on by tego odrzucenia nie przeżył.

Czuł jak ręce dziewczyny rozpinają jego czarną koszulę. Gdy brunetka ściągnęła mu koszulę, popatrzyła na umięśniony tors Damona i jęknęła zadowolona. Znowu wpiła się w usta chłopaka i rękoma błądziła po cudownym ciele towarzysza.

Pomimo zapierania się bruneta, że się w tę sytuację nie zaangażuje, Damon oddał pocałunek i ułożył ręce na pośladkach dziewczyny. Pragnął jej tak bardzo, jego ciało drżało z podniecenia, a mimo to w umyśle cały czas świeciła mu się, przysłowiowa, czerwona lampka.

Na nic zdały się ostrzeżenia świadomości. ON postanowił co ma zamiar zrobić.

Podniósł dziewczynę na rękach, a ta oplotła chłopaka w pasie swoimi zgrabnymi nogami. Położył Elenę na łóżku i sam zaczął składać ciepłe pocałunki na całym ciele brunetki. Wyznaczył sobie drogę całusów… Wyprawę rozpoczął na ustach i twarzy dziewczyny, co spowodowało, że dziewczyna wzdychała. Po chwili zaczął zjeżdżać w dół: całował jej dekolt, ale nie zaginał ani kawałeczka ubrania. Chciał tylko ją całować, chciał tylko czuć jej dotyk, chciał, aby ona pragnęła tego samego. Chciał, aby oboje pragnęli tylko swojej bliskości. Na więcej nie zdobyłby odwagi. Nie zrobiłby tego Elenie. Była dla niego zbyt cenna.

Następnie swoimi pocałunkami doszedł do wrażliwego punktu – do ud… Każdy pocałunek na udach swojej towarzyszki składał tak delikatnie, i tak namiętnie, że dziewczyna wiła się pod nim z rozkoszy. Każdą pieszczotę, w tamtych okolicach, składał tak, aby krótkie spodenki Eleny się nie podwinęły. Jednak na tym nie kończył. Schodził coraz niżej.

Nogi brunetki zaczęły robić się czerwone z nadmiaru emocji oraz z powodu niesamowitych pocałunków chłopaka. Nie wiedziała czemu to robi, nie chciała, aby ta noc skończyła się źle. Nie chciała stracić swojej czystości podczas nocy, gdy jest pijana. Chciała tylko bliskości i czułości od strony Damona. Gdyby nawet następnej nocy miało dojść do jakiejś bardziej intymnej relacji pomiędzy ich dwojgiem, nie miałaby wyrzutów sumienia. Nie uważała się za zakonnicę, więc z TĄ sprawą nie musiała czekać do ślubu. Chciała tylko, aby każde z nich pragnęło tego bardzo mocno, aby byli trzeźwi i chciała właśnie zrobić to z nim – z tajemniczym przybyszem z innego miasta.

Gdy Damon zakończył wędrówkę po ciele Eleny, ponownie pocałował dziewczynę w usta. Ta wplotła swoje ręce w jego kruczoczarne włosy i oddała pieszczotę.

Kiedy chłopak oderwał się od dziewczyny, ona cicho zapytała:

- Nie chcesz się zakochać?

- Kochałem. To bolesne, bezsensowne i przereklamowane. – odpowiedział jej sztucznie Damon, choć tak naprawdę już wiedział.

Wiedział już, że znowu się zakochał. Że zakochał się w istocie tak bardzo pięknej i dobrej, jak i piekielnie dla niego niedostępnej.

Elena zaś zorientowała się, że obdarzyła chłopaka uczuciem. Nie wiedziała dlaczego to zrobiła i czemu tak szybko, ale nie przeszkadzało jej to. Przeszkadzało jej to, że w jego głosie dosłyszała smutek i ból, choć próbował to zakryć. Przeszkadzało jej to, że może istnieć możliwość, iż jej nie pokocha.

Mimo to oboje oddali się sobie.

Dziewczyna błądziła po ciele Damona, a chłopak po ciele Eleny.

Po chwili Damon obrócił się i brunetka znalazła się na brzuchu towarzysza. Rozpięła pasek spodni i popatrzyła wyczekująco na bruneta. Ten tylko kiwnął głową. Mimo tego jak bardzo się wstydziła rozpięła rozporek chłopaka.

Salvatore wyczuł jak szybko bije serce Gilbert, dlatego dotknął swoją dłonią ręki Eleny i szepnął:

- Przecież nie musisz tego robić. Możemy zostać tak jak jesteśmy teraz – ubrani. Czy ja Cię do czegoś zmuszam?

Brunetka tylko uśmiechnęła się do Damona i po chwili ściągnęła spodnie chłopaka.

W tym momencie to nie Elena była wystraszona, tylko jej gość.

Odrzuciła ubranie w róg pokoju i ujrzała całe ciało chłopaka. Lustrowała jego każdą część: od ostrych rysów twarzy, po piękne i miękkie usta. Od cudownych oczu, po gęste włosy. Od wspaniale umięśnionego torsu, aż po jego podbrzusze i nogi. Mimo, że widziała mężczyznę w samych bokserkach pierwszy raz – nie bała się, ani się nie wstydziła. Po prostu chciała mu się odwdzięczyć za to, do czego doprowadził ją Damon. Chciała podziękować mu za to, że dzięki niemu wiedziała co oznacza: pasja.

Dziewczyna również wyznaczyła sobie trasę po ciele chłopaka. Wędrówkę rozpoczęła na twarzy towarzysza, a skończyła przy wyznaczonej granicy przez bokserki. Jej pocałunki były ciepłe i bardzo delikatne, co powodowało, że Salvatore jęczał z podniecenia.

Gdy Elena sapnęła zdała sobie sprawę, że pierwszy raz coś takiego robiła i że piekielnie jej się to podobało.

Kiedy Damon westchnął ostatni raz, zdjął brunetkę ze swojego brzucha i ułożył ją sobie na ramieniu. Dziewczyna zwinęła się w kulkę i wtuliła się w rękę bruneta.

Leżeli tak przez jakiś czas, dopóki chłopak nie usłyszał chlipania Eleny. Wystraszył się tak bardzo, że automatycznie przeniósł drżące ciało delikatnej kobietki na swoje. Dziewczyna wtuliła się w zagłębienie jego szyi. Pierwszy raz w życiu Salvatore się bał, że zrobił komuś krzywdę.

- Eleno… Ja nie chciałem… Ale sama tego chciałaś… Ja wiem, że nie powinienem był… Jezu, kruszyno… Powiedziałem Ci, że Cię do niczego nie zmuszam… El… - szeptał przerażony i co jakiś czas całował dziewczynę we włosy.

- Ale, to nie Twoja wina… Ja nie płaczę z tego powodu co się stało… Ja się po prostu wstydzę i boję… - powiedziała cichutko Gilbert.

- Czego się boisz? Czego się wstydzisz? – zapytał szeptem Damon.

- Pierwszy raz coś takiego przeżyłam i zrobiłam… Ja boję się tego, że wyszłam na jakąś tanią panienkę i że Tobie się nie podobało to co robiłam… - westchnęła i znowu chlipnęła roniąc kilka łez.

- Kruszyno, popatrz na mnie. Przez całe swoje pieprzone życie nie przeżyłem czegoś równie wspaniałego. Nigdy nie zapomnę tego uczucia. Mam porąbany los, jestem ogromnym dupkiem, a Ty doprowadziłaś mnie za pierwszym razem do niebiańskiego stanu. Nigdy więcej nie myśl, że jesteś tanią panienką. Jesteś cenną kobietą i ten który będzie Cię miał, będzie największym szczęściarzem na ziemi. I powiem Ci tak. To co dzisiaj zrobiłaś to było coś pięknego. Jestem Ci bardzo wdzięczny za to co dla mnie zrobiłaś. Przy Tobie moja ochota, abyś czuła się spełniona, to nic. Przepraszam… - szepnął, położył dłoń na głowie brunetki i mocniej ją do siebie przyciągnął.

- Dziękuję za to co powiedziałeś… Ja… Przepraszam za wszystko… Za płacz, za to co powiedziałam… I wiedz, że to co dzisiaj się wydarzyło na długo zapadnie mi w pamięci. TY sprawiłeś, że moje pierwsze zbliżenie do mężczyzny polegające na bliskości, dotyku i czułości, to najwspanialsza rzecz w moim życiu. Gdyby to było możliwe, chciałabym, abym zawsze podczas takiego zbliżenia czuła się tak wspaniale. I wiedz, że to, że obdarzyłbyś kogoś jeszcze raz takim niesamowitym uczuciem jakim jest miłość to nie musi oznaczać, że znowu będziesz cierpiał. Może właśnie prawdziwa miłość sprawiłaby, że nie byłbyś takim dupkiem, za którego się uważasz. To może ona wyleczyłaby Twoje rany. Ale nie dowiesz się tego, dopóki nie zmienisz nastawienia do tego uczucia. – szepnęła czule Elena i podniosła głowę tak, że na ustach chłopaka złożyła najbardziej delikatny pocałunek, jakiego Salvatore doświadczył.

Po chwili dziewczyna zasnęła z uśmiechem na ustach, zaś Damon leżał zdziwiony, raz po raz oddychając z ulgą i głaszcząc brunetkę po gęstych brązowych włosach.

- To będzie nieprzespana noc… - pomyślał chłopak i ostatni raz stęknął z rozkoszy, a następnie ułożył wygodnie Elenę na łóżku, a sam skierował się do łazienki pod prysznic, aby uspokoić się z nadmiaru emocji, adrenaliny i szczęścia.


..................................................
1. Czy coś Was zgorszyło? Nie chcecie takich rozdziałów, czy mogą być?
2. Co Wam się najbardziej podobało, a co najmniej?
3. Co będzie dalej?
4. Co sądzicie o zachowaniu Eleny?
5. Co sądzicie o zachowaniu Damona?
BAY
  • awatar Gość: Super wpis
  • awatar Delena always and forever: Ojej dziękuję :) Jest świetny :-* Haha gdy napisałaś, że zamiast Eleny, to Damon się boi to nie mogłam wytrzymać ze śmiechu :) Bardzo dobrze opisałaś ich sytuację łóżkową :) 1)Takie rozdziały jak najbardziej powinny być, u mnie jest ich pełno :) 2)Oczywiście Delena była the best :-* 3)Damon będzie z Eleną, zbliżą się do siebie :) 4)Elena sama nie wiem. Jest podobna do tej w serialu na samym początku, co bała się ruszyć dalej :) 5)Damon wreszcie się zakochał!!!!! Myślę, że będzie szczery z Eleną ale też będzie się bał odrzucenia, skoro miał takie nieprzyjemności :( Damon zawsze był takim "psem na baby" :D Cudowny:-*
  • awatar Najgorsza :): Romantiko
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Hej!
Ostatni rozdział skomentowała 1 osoba... Bardzo mi miło, że chociaż http://delena0111.pinger.pl/ komentuje i jestem jej wdzięczna... Dziękuję Kochana.
TEN ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ TOBIE!
..................................................
Damon siedział i obserwował jak Elena podskakuje z radości i ukazuje swoje białe zęby podczas śmiesznych kwestii filmowych.
- Gdyby to mogłoby być takie proste… I naturalne… Przyjechałbym do niej, przenocował te kilka dni, spędzalibyśmy wieczory tak jak dzisiaj. Śmiechy, łaskotanie, czułe słówka… Sam nie wierzę, że o tym myślę. Ten, który po ostatniej wpadce zwanej Katherine, obiecał sobie, że nie zakocha się w żadnej dziewczynie. Że co najwyżej będzie jego smaczną przekąską. Potem zakochalibyśmy się w sobie, lub nie. – myślał mężczyzna czując jak jego serce oblewa ciepło w momencie, w którym dziewczyna obdarzała go swoim czarującym spojrzeniem.
Rozmyślania przerwała chłopakowi Elena.
- Co teraz robimy? – spytała ożywiona i podekscytowana.
- Jak co? Oglądamy film… - odpowiedział zdziwiony Damon.
- No jeśli chcesz, no to okej, tylko teraz pytanie jaki. – szepnęła brunetka.
- Jak jaki? – pytał ciągle zdumiony przybysz.
- Skończył się już! Coś Ty robił przez cały film?! A… - odpowiedziała sobie dziewczyna i zaczerwieniła się. Szybko odgarnęła kosmyki włosów z twarzy i nieśmiało się uśmiechnęła.
- Em… No… Ja… - dukał Damon, myśląc tylko o tym, że TA dziewczyna doprowadziła go, pierwszy raz w życiu, do zakłopotania.
Nigdy nie miał problemu z tym, że jakieś przedstawicielki płci pięknej zauważały, że je obserwował. Czuły się wręcz zaszczycone, a on sam mógł spędzać z nimi potem czas tak, jak uwielbiał. Postępował w imię dwóch zasad: „Łap, jedz, wymaż”, albo „Łap, zjedz”. A tu proszę…
- Może porozmawiamy. No wiesz. Poznamy się bliżej. – szepnęła tak cicho, że normalny człowiek nie usłyszałby jej propozycji.
Jednak Damon nie był zwykłą istotą ludzką, można by rzec, że był na wyższym poziomie egzystencji.
- Nie ma sprawy. Zaczynasz Ty, czy ja? – zapytał ukrywając niezadowolenie.
- No to może ja? Skoro sama chciałam rozwinąć te tematy to zacznę. Co chcesz wiedzieć? – zapytała rumieniąc się.
- A co chciałabyś mi powiedzieć? – odpowiedział jej pytaniem na pytanie, na co Elena się zaśmiała i zaczęła opowiadać:
- Jak już wiesz, mam 17 lat, nazywam się Elena Gilbert, mój brat ma na imię Jeremy i jest o rok młodszy ode mnie. W tej chwili jest na Polinezji Francuskiej wraz z rodzicami. Mam 2 przyjaciółki: Caroline, którą już poznałeś oraz Bonnie.
I tak rozpoczęło się przesłuchanie dziewczyny. Damon spijał każde słowo z ust brunetki. Zapamiętywał jej ton głosu i jego miękkość. Chciał, żeby ONA stała się jego najlepszym wspomnieniem, blizną, którą będzie „widywać” codziennie, raną, którą pomimo bólu, będzie z radością rozdrapywał.
Dziewczyna opowiadała mu jakie filmy, seriale, muzykę i książki lubi. Mówiła mu jak bardzo kocha zajmować się zwierzętami i jaką jest popularną osobistością w szkole. Zwierzyła mu się, że nie zależy jej na tym tak jak kiedyś. Oznajmiła Damonowi, że chciałaby przeżyć prawdziwą miłość, ale żaden mężczyzna nie da jej tego czego pragnie. Podświadomie, czy też nie.
- Jakiej miłości szukasz? – zapytał zainteresowany chłopak.
- Nie umiem tego określić. Może nie tylko troskliwej opieki. Ale czegoś więcej. – szepnęła zawstydzona Elena.
- Chcesz miłości, która Cię pochłonie. Pasji i przygody. A nawet szczypty niebezpieczeństwa? – sprecyzował Damon.
- Masz rację… - szepnęła ponownie dziewczyna i całkiem spłonęła. Jednak nie minęła chwila, a znów wykrzyknęła:
- Damon! Teraz Ty!
Chłopak otworzył usta, aby zaprzeczyć, ale Elena popatrzyła na niego zła. Gość Gilbertówny zajrzał w głąb swojego umysłu. Co mógł jej powiedzieć…?
- Nazywam się Damon Salvatore i mam 24 lata. Mam brata – Stefana, który ma lat 17. Co by tu jeszcze… Uwielbiam burbona… Moja ulubioną książką jest „Przeminęło z wiatrem”, kocham filmy stare i nowe. To samo tyczy się muzyki. Urodziłem się we Włoszech… Nasza rodzina założyła to miejsce… Uwielbiam sport, nie posiadam przyjaciół ani rodziców… - szepnął niezadowolony faktem, iż musiał się podzielić tym co czuje i lubi…
Odkrył przed tą dziewczyną niewiele, a mimo to bał się, że takie błahostki w jakiś sposób mogą ją odstraszyć. A tego na razie nie chciał.
- No to… Em… - jąkała się Elena.
- Zróbmy coś weselszego. – zaproponował chłopak, skutecznie odciągając dziewczynę od dalszego poznawania się.
Brunetka popatrzyła zdziwiona na chłopaka, po czym zaczęła przeszukiwać swoją muzykę na laptopie. Wynalazła stare piosenki – które jak się okazało, należą do ulubionych Damona – włączyła je i zaczęła tańczyć, upijając się przy tym alkoholem towarzysza wieczoru.
  • awatar Delena always and forever: Super :-) Dziękuję,że ten rozdział jest dla mnie :-) Twoje opowiadanie się rozkręca. Zauważyłam pewne różnice wynikające z mojego i twojego opowiadania m.in. to,że w moich rozdziałach jest dużo akcji i jest więcej dialogów a u ciebie nie ma,możesz dodać dialogi i troszkę dłuższe robić je :-) Oczywiście to wynika z braku weny ale to poprawimy :-) Dobra koniec tej gadki,teraz ocena...Więc tak rozdział fajny ale przyczepie się do tego dialogu no i długości rozdziału ale jak już powiedziałam zmienimy to :-) Fajnie,że Damon zaczyna otwierać się na Elenę mam nadzieję, że dojdzie ze strony Eleny do spraw łóżkowych :-) Idealne było patrzenie Damona na Elenę i wpatrywanie się w nią :-) Damon się zakochał.....zakochał się no po prostu super :-* Poczuł się jak człowiek ale miałam takie wrażenie,że nie ma co dalej mówić i nawet nie chce bo nie ma zamiaru jej okłamywać na samym początku i potem :-) "Nie posiada rodziców i przyjaciół" żeby Elena to zmieniła,trudno było mi o tym mówić,wiadomo,że..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Hej!
Już 12 dni minęło od poprzedniego wpisu... Masakra... A wiecie czemu? Bo nie mam weny. Nigdy mi się to nie zdarzyło! Na blogu: http://tinistasdieguistas.pinger.pl/ piszę drugie opowiadanie i do niego mam już napisane 48 części. A tutaj nic, zero. Mam 5 rozdziałów i nie jestem z nich zadowolona. Po prostu się nie da nic sklecić... Dziwnie się czuję ze świadomością, że pierwszy raz zdarzył mi się brak weny (i to jakiś czas trwa) i przez to Wy w jakimś stopniu cierpicie, skoro podoba Wam się TO opowiadanie. No nic... Przejdźmy do rozdziału.
..................................................
- To się zaczyna robić nudne, dziwne i przerażające… - pomyślała Elena, po czym wstała z łóżka, znowu nie wiedząc jak się znalazła w swoim pokoju. Pokręciła głową i udała się w stronę szafy. Znowu musiała się przebrać. Wyciągnęła z niej spodnie, bieliznę oraz sweterek. Popatrzyła na godzinę w telefonie: 17.00. Jak?! Szybko ogarnęła toaletę, ubrała się i zeszła na parter domu.
Poczuła przyjemny zapach… Chwilę później stała oparta o framugę drzwi kuchni i obserwowała jak gość płynnie porusza się po pomieszczeniu.
- Dzień Dobry! – zaświergotała i usiadła przy stole.
- Dzień Dobry! – odpowiedział radośnie brunetce mężczyzna.
- Co robisz? – spytała zaciekawiona Elena.
- Kolację. Lubisz jajka? – zapytał Damon.
- Uwielbiam! – odpowiedziała radośnie dziewczyna.
- No to bon appetit! - powiedział zadowolony z siebie chłopak i na stole ułożył 4 foremki na tartaletki, a w nich jajko sadzone posypane szczypiorkiem. Po chwili doniósł grzanki z mozzarellą, sól, pieprz oraz 2 kawy.
- Em… Wow! – westchnęła ze szczęścia brunetka.
- No to jeszcze raz smacznego! – powiedział grzecznie Damon i wziął się za jedzenie.
Elena chrząknęła i zabrała się za cudownie pachnącą kolację. Gdy zjadła, podziękowała i zabrała się za obmywanie naczyń i wkładanie ich do zmywarki. W pewnym momencie chłopak zaczął jej pomagać, cały czas przy tym żartując.
- To co dziś robimy? – spytał brunet wieszając sobie szmatkę potrzebną Elenie na lewym ramieniu.
- Ja mam zamiar leniuchować. – zachichotała dziewczyna i podeszła do chłopaka. Damon szybko zreflektował się, że ciemnowłosa chce ścierkę, dlatego szybko uniósł ją do góry i zaczął obserwować zachowanie Eleny.
Brunetka skakała, wieszała się na mężczyźnie, ale po pewnym czasie popatrzyła na swoje ręce i orzekła:
- Moje dłonie są już suche. Nie potrzebuję szmatki. – i wybiegła z uśmiechem z kuchni.
- O to cudny parszywiec! – pomyślał z uciechą Damon i skierował wzrok na okno.
Ujrzał, że krzaki poruszyły się, więc krzyknął do Eleny:
- Hej! Piękna! Mam niespodziankę, tylko musisz iść do łazienki i najlepiej, żebyś się zaczęła myć, abyś nie słyszała co robię!
Sekundę później otrzymał informację zwrotną:
- Jasne! Tylko nie wchodź! Będę za 30 minut.
- Wystarczy… - szepnął Damon i otworzył okno.

###

- Stefan… Co Ty tu robisz? – zapytał wystraszony Damon.
- Masz pierścień? – spytał prosto z mostu blondyn.
- Tak, trzymaj. – powiedział brunet, a następnie wyjął ze swojej kieszeni biżuterię i podał ją przybyszowi.
- Niezła panienka. – skwitował chłopak chowając przedmiot do sakiewki. Po chwili dodał:
- Podoba Ci się, prawda?
- Chłopie. Brałeś coś dzisiaj? Czyżby niedobór zwierzęcej krwi Ci szkodził? – spytał sarkastycznie Damon.
- O gdybyś wiedział, że nie mylisz się w ogóle. – pomyślał niebieskooki.
Po chwili gość Eleny odpłynął… Wyobraził sobie jak mówi dziewczynie, że nie jest zwykłym człowiekiem, a ona go nie odtrąca. Wyobraził sobie, że po pewnym czasie, dotykałby jej cudownej oliwkowej i nieskazitelnej skóry na policzku, a ona trzymałaby jego dłoń…
- Damon. Obmyśliłeś plan? – zapytał Stefan, wyrywając Damona ze wspaniałej wizji. Chłopak chrząknął i oznajmił, że jedynym zmartwieniem blondyna jest obrona Bonnie Bennett przed Katherine oraz znalezienie odpowiedniego zaklęcia.
- A co z tą prześliczną brunetką? – spytał ponownie przybysz.
- Zajmę się nią. Spokojnie braciszku. – powiedział ironicznie Damon, dając Stefanowi znak, że musi opuścić teren posesji.
- Nie zakochaj się tylko. Pamiętasz jak ostatnio skończyły się nasze miłostki? Poza tym… Nie jestem pewien, czy ONA przyjęłaby tę informację tak jak wiadomość o tym, że jutro jest wtorek. No proszę Cię. Oprócz tego. Myślisz, że jedyne czego potrzebuję to zakochany potwór? Błagam Cię, postąp rozsądnie. Nie mam zamiaru po Tobie sprzątać, jak zwykle zresztą. Tu masz ubrania. – szepnął blondyn kładąc ciuchy na blacie kuchni, a sekundę później zniknął z zasięgu wzroku.
- Czas na nieistniejącą niespodziankę. – szepnął przerażony Damon, a następnie rozpoczął poszukiwania popcornu, kilku butelek wody, dla siebie jakiegoś alkoholu, czekolady oraz owoców.
Szybko roztopił czekoladę i wlał ją do miseczki, którą ułożył na talerzu obok kiwi, mrożonych malin i borówek nabitych na wykałaczki. Włożył kukurydzę do mikrofalówki i po jakimś czasie wysypał zawartość torebki do miski. Wszystko poukładał sobie na rękach i zaniósł do salonu.
- Elena! Pospiesz się! – krzyknął na cały dom chłopak, a sam w ekspresowym tempie przebrał się. Po chwili oparł się o balustradę schodów i czekał na swoją księżniczkę, z którą może spędzić ostatnie dni tego tygodnia.
- 5 dni… Muszę to dobrze wykorzystać… - szepnął do siebie Damon, a 2 minuty później ujrzał piękną dziewczynę ubraną w krótkie różowe spodenki od piżamy oraz bialutką koszulkę na ramiączkach w malutkie czarne kropeczki.
- Urocze… - pomyślał chłopak i podał dziewczynie dłoń. Brunetka złapała ją delikatnie, dygnęła, zeszła całkowicie ze schodów i podążyła za niebieskookim.
- Oj Kochana… Nie wiesz w co się wpakowałaś… - westchnął Damon i wskazał Elenie miejsce na sofie.
Popatrzyła na niego jak na kosmitę, a chwilę później oboje wybuchnęli śmiechem.
- Co wolisz? Popcorn czy fondue czekoladowe? – zapytał chłopak.
- Jedno i drugie. – zachichotała Elena nie wiedząc jaką radość sprawia brunetowi swoim uśmiechem.
- A film wybierasz jaki? – powiedział spokojnie Damon, modląc się, aby tylko to nie był horror.
Do tej pory ich nienawidził. Nie tyle co się tych filmów bał, o ile widział często w nich siebie, swoje własne odbicie.
- Em… Nie wyśmiej mnie, błagam… - szepnęła błagalnie.
- W życiu by mi to przez myśl nie przeszło… - pomyślał Damon.
- Ja bym z chęcią obejrzała film „Asterix i Obelix: Misja Kleopatra”.
- Świetny wybór! Uwielbiam to! – powiedział zadowolony brunet prosząc Elenę o wskazanie miejsca laptopa. Ciemnowłosa oznajmiła chłopakowi, że komputer jest na szafce.
Damon podniósł laptopa i podłączył go do telewizora. Połączył się z internetem i włączył film. Pierwsze dźwięki ekranizacji uświadomiły chłopakowi, że musi przetrwać ten wieczór.
Brunet usiadł obok Eleny i złapał się za burbona i popcorn, zaś jego towarzyszka przygarnęła miseczkę z fondue oraz owoce.

###

- Czyżby ten znajomy nieznajomy mnie polubił? Bo jeśli tak, to jestem w siódmym niebie… - pomyślała Elena uśmiechając się pod nosem.


..................................................
1) Podobało się?
2) Spodziewaliście się czegoś takiego?
3) Co przypuszczacie, że się wydarzy?
4) Co podobało Wam się najbardziej, a co najmniej?
 

 
„Jaki on ma sekret?”

Następnego dnia Elena obudziła się w łóżku, ale nie wiedziała dlaczego. Szybko wstała i podeszła do komody skąd wyjęła ubrania. Po 10 minutach porannej toalety przebrała się i zbiegła do kuchni, gdzie zastał ją dziwny widok.
Caroline rozmawiała, a raczej prowadziła monolog, z przybyszem. Mimo tego, że przyjaciółka brunetki zasypywała gościa pytaniami i swoimi własnymi odpowiedziami wydawał się być opanowany i zadowolony.
- Caroline… Em… To jest… - zaczęła ciemnowłosa.
- To jest niesamowicie gorące ciacho! – wykrzyknęła blondynka, za co Elena ją zganiła. Momentalnie obie zrobiły się czerwone.
- Damon… Na ile zostajesz? Możesz zostać ile chcesz…! – powiedziała z uśmiechem, jednakże po chwili doszło do niej jak to zdanie mogło zabrzmieć, więc szybko zmieniła wyraz twarzy na „nieobecną” Monę Lisę. Damon zachichotał.
- A na ile mogę? – spytał poważnie.
- Za tydzień wracają rodzice, więc możesz w tym czasie tutaj zostać, bo dzisiaj otrzymałam wiadomość od szeryfa, że drogi będą nieprzejezdne przez co najmniej 7 dni. Szybciej sobie ze śniegiem nie poradzą. Za duża śnieżyca.– oznajmiła brunetka.
- Z przyjemnością. Ile mam zapłacić za pobyt? – spytał, tym razem, z uśmiechem na twarzy.
- Zapłacić? Za pobyt? Nie musisz… Wystarczy tylko, że nic mi nie zrobisz. To jest warunek pozostania tutaj, zgadzasz się? – spytała z nadzieją Elena.
- Oferta rozpatrzona pozytywnie. – rzucił radośnie, po czym wyszedł z kuchni.
- Caroline. Zachowuj się. – zganiła blondynkę jeszcze raz przyjaciółka.
- Oj no powiedz, że nie jest sexy! – żachnęła się Car.
- Jest nie brzydki, faktycznie. Ale taki przystojny mężczyzna, który wygląda na 22-25 lat i ma maniery, na 200% ma dziewczynę. – szepnęła smutno Elena.
- No niezupełnie. – oświadczył dumnie Damon, wchodząc do pomieszczenia.
- Em, no… Caroline? Ty wracasz do domu jutro, prawda? – zapytała błagalnie brunetka.
Nie chciała zostać z tym człowiekiem sam na sam.
- Muszę wrócić dzisiaj. I wybieram się już teraz. Miłej zabawy! – powiedziała szczęśliwie blondynka i mijając Elenę pocałowała ją w policzek i szepnęła jej do ucha:
- Nie zmarnuj takiej szansy!
- Yhym… - odpowiedziała niepewnie przyjaciółka.
- Do ZOBACZENIA – podkreśliła drugie słowo – Damonie. Jesteś świetnym facetem.

###

- A już myślałem, że w życiu ta dziewczyna nie wyjdzie! Jest już 11.00. Ale jednak siedzenie z nią przyniosło rezultaty… Pierścień jest tutaj… Tylko jak go znaleźć… Mówiła, że Elena go uwielbia… Damonie! Skup się! Skoro go uwielbia to, albo go gdzieś schowała, albo go nosi! Bingo! Damonie! Jesteś genialny! – pomyślał z uciechą wampir i spojrzał na wystraszoną brunetkę.
- Powiedziałem, że Ci nic nie zrobię. Ile masz lat? – spytał brunet.
- Em… 17… - odpowiedziała niepewnie.
- Ja mam 24… Masz zamiar cały dzień się na mnie lampić i obserwować, czy robię coś podejrzanego, czy porozmawiamy jak cywilizowani ludzie? – rzucił żartobliwie.
- Ekhem. No tak… Tak, jasne. – odpowiedziała chłopakowi Elena.
- Ale co jasne? Jasne jest to, że będziesz na mnie patrzeć, czy jasne jest to, że porozmawiamy? – zapytał rozbawiony Damon.
- No… Tak. – westchnęła brunetka.
- Nie mogę! Padnę zaraz! – zachichotał niebieskooki i wskazał dziewczynie miejsce przy stole, naprzeciwko jego samego.
Elena popatrzyła na krzesło i wystraszona podeszła do niego. Obserwując reakcje chłopaka, usiadła.
Popatrzyła mu w oczy.
Dostrzegła w nich ocean. Ocean, w którym mogłaby się utopić, a jednocześnie zakochać… Te oczy, które z koloru nawet przypominały odcienie szarości… I gdyby zapewne wizje były prawdziwe, ocean wzburzyłby się porywając prześliczną brunetkę w swoją cudowną, głęboką otchłań.
Po chwili dziewczyna została wyrwana z transu.
- Elena? Nie mam nic przeciwko temu, abyś patrzyła mi w oczy podczas rozmowy, ale chociaż udawaj, że mnie słuchasz. – westchnął teatralnie Damon.
- O matulu. Przepraszam! Nie wiem co się ze mną dzieje… To? Co mówiłeś? – zapytała speszona siedemnastolatka.
- Pytałem czy mogę zobaczyć ten pierścień? – spytał ponownie chłopak wskazując brodą na biżuterię.
- O! Tak! Naturalnie! – ożywiła się brunetka i ściągnęła przedmiot z prawej dłoni. Elena wyciągnęła rękę w stronę Damona i gdy kładła mu pierścień na ręce poczuła się dziwnie. Poczuła, że coś jest z tym chłopakiem nie tak. Szybko się wzdrygnęła i rozpoczęła obserwować bruneta.
Po chwili odpłynęła myśląc jedynie o tym, aby za wszelką cenę, dowiedzieć się, co on ukrywa.
Kilka minut później Damon popatrzył Elenie w oczy i nakazał, aby zapomniała, że kiedykolwiek miała tę biżuterię. Dziewczyna grzecznie powtórzyła zdanie i nagle zasnęła.
- Ona na mnie leci! – pomyślał żartem brunet łapiąc brunetkę, aby nie spadła z krzesła.
 

 
"Po prostu nie mogę być mocna."

Damon wyszedł z łazienki, ale jedyną zmianą, jaką u niego zauważyła, były podwinięte rękawy popielatej bluzki. Zauważyła, że na nogach ma cienkie, skórzane buty, zdecydowanie nieodpowiednie na taką pogodę, jaka panowała za oknem.
- Nie chcę robić problemów - powiedział, zanim jeszcze otworzyła usta, by o cokolwiek zapytać. - Postaram się jak najszybciej stąd zmyć - uśmiechnął się lekko, marszcząc czoło.
- Och, zostań ile chcesz! - zawołała Elena radośnie, z szerokim uśmiechem.
A potem otworzyła szerzej oczy i zamknęła gwałtownie usta.
Wcale nie chciała tego powiedzieć. Spojrzała na niego zmieszana.
Damon tylko uśmiechnął się i podszedł do jasnego, solidnego stołu, na którym już czekała na niego herbata i kilka kanapek. Spojrzał na nie beznamiętnie, jednak gdy Elena przysiadła się do niego, nagle się rozchmurzył.
- Kocham mozarellę! - stwierdził, biorąc do ręki kanapkę. - Przypomina mi dzieciństwo.
Kiedy Damon przełykał kolejne kęsy, Elena zastanawiała się, o co wypada jej zapytać, a o co nie. Miała naprawdę dużo pytań.
Damon musiał zauważyć jej rozdarcie, bo na chwilę przerwał jedzenie i zmrużył jasnoniebieskie oczy.
W tym kuchennym świetle wydawał się taki... irracjonalny. Jak jakiś wytwór wyobraźni, dżin z lampy, albo drakula, który opuścił zamek.
Nie pasował do tego miejsca. Oczami wyobraźni Elena widziała go na tronie ogromnego królestwa, albo na białym rumaku, ubranego w czarną zbroję, wyruszającego na jakąś bitwę...
Ale nie na krześle w jej kuchni, jedzącego kanapki z mozarellą i pomidorem.
- Pewnie się zastanawiasz - głos Damona przywrócił ją z powrotem na ziemię - co ja właściwie tu robię o tej porze.
- Mniej więcej. Mówiłeś, że jechałeś do Richmond. - odparła, chwytając w odruchu obronnym swój kubek z gorącą herbatą. W razie, gdyby sprawy przybrały nieoczekiwany obrót, obleje go wrzątkiem, prawda? Uśmiechnęła się sama do siebie.
- Szukam brata, mieliśmy razem spędzić Święta - powiedział Damon smutnym tonem. - Mieliśmy się spotkać w hotelu w Richmond, ale ten śnieg...
Damon spojrzał przez szybę i zmrużył oczy.
- Rozumiem - stwierdziła Elena, upijając łyk herbaty.
- Co to za miasteczko? - spytał Damon, ciągle patrząc przez okno.
- Mystic Falls. Jesteś godzinę drogi od Richmond - wyjaśniła Elena. Jej wzrok zatrzymał się na srebrno-niebieskim sygnecie Damona. Klejnot zawarty w srebrnej oprawie błyszczał w słabym świetle lampy. Zauważyła, że wśród roślinnych wzorów na sygnecie znajduje się litera "D".
- Mystic Falls? - spytał zaskoczony. - To tutaj mieliśmy udać się z bratem po świętach... - uciął i spojrzał na Elenę. - Są tu jakieś stare domy? Bardzo stare?
Elena uniosła brwi. Zdziwiło ją to pytanie, nie ukrywała. Zastanawiała się przez chwilę.
- Willa Lockwoodów? - rzuciła, wysuwając śmiesznie dolną wargę do przodu.
Damon westchnął i pokręcił głową.
- A rezydencja Salvatore'ów? - podsunął. - Wiesz, gdzie to jest?
Nie mogła się skupić, kiedy patrzył na nią w ten sposób.
- Słyszałam o tym nazwisku... - wymruczała, a potem zdała sobie sprawę, iż gapi się na gościa. Zamrugała kilkakrotnie i uśmiechnęła się. - Ale wybacz, nie jestem w stanie ci pomóc. Może rano Caroline, to znaczy, moja przyjaciółka, coś nam powie.
Damon kiwnął głową.
- Chodźmy spać - powiedział nagle.
Elena przytaknęła. Powieki same zaczęły jej już opadać. Przyszła pora na sen.
- Dziękuję za zaufanie, Eleno - powiedział jeszcze Damon. Stał nad nią i chwycił ją za rękę. Uśmiechnęła się. Chciała powiedzieć, że nie ma za co, ale... zasnęła. Nagle.
- Cholera - mruknął Damon. Myślał, że wola ślicznej Eleny będzie choć trochę silniejsza... tymczasem ona całkowicie się mu oddała i uśpił ją już w kuchni.
Jak słodko.
Z grymasem niezadowolenia wziął ją na ręce i zaniósł na górę.
A kiedy już leżała przykryta kocem na swoim łóżku, on zszedł na dół i otworzył okno w kuchni.
Wcześniej, gdy siedział z Eleną, zauważył w ogrodzie ruch. Żaden człowiek, nawet żadne zwierzę nie wyszłoby w taką zamieć na dwór.
- Braciszku - uśmiechnął się, wypowiadając to słowo. Zgasił światło w kuchni i wrócił do okna. Stefan już czekał na zewnątrz.
- Brawo - powiedział zielonooki, zsuwając z głowy kaptur. - Dobra robota.
Damon prychnął.
- Ta dziewczyna to chodzący dobry uczynek. Niemądrze kieruje się sercem - odparł. - Zaprosiłby nawet wilkołaka podczas przemiany, jeśli tylko byłby zmarznięty i przestraszony.
- Jest tu pierścień? - spytał Stefan bez ogródek, wkładając ręce do kieszeni płaszcza.
- Nie wiem - odparł Damon. - Właśnie miałem zamiar zacząć szukać.
- Musisz zdążyć przed ostatnim grudnia. Masz tydzień...
- Wiem - wtrącił Damon oschle. - Ty lepiej uważaj na Katherine. Jeśli chcesz się jej pozbyć jeszcze w tym roku, lepiej pilnuj, by wszystko poszło jak trzeba.
- Staram się, ale nie wiem, jak długo zdołam ją utrzymać z dala tego domu. Ona chce swój pierścień i w dodatku zdaje sobie sprawę, że będziesz działał przeciw niej - warknął Stefan. - Ledwo odwiodłem ją od pomysłu, by przyjść tu dziś - powiedział, stopniowo się opanowując. - Ale dobrze, że jesteś tu pierwszy.
Damon przygryzł wnętrze policzka i popatrzył w przestrzeń za bratem.
- Nie pozwól jej zabić czarownicy Bennet - powiedział po chwili.
- Wiem o tym - rzucił Stefan. Po chwili założył czarny kaptur na głowę i rzucił ostatnie spojrzenie w stronę brata. - Trzymaj się - mruknął i po chwili już go nie było.
- Ty też - szepnął Damon do spadającego śniegu.
  • awatar Delena always and forever: Akcja się rozkręca, podoba mi się to :) Damon i Stefan współpracują :) Dobrze, że nie chcą ze sobą Kat haha Ale o co chodzi z tymi pierścieniami to ja nie wiem :( Oby Damon poczuł coś do Eleny :-* Mozarella normalnie mnie powaliła haha xd Jeśli mam być szczera, to twoje opowiadanie tak mnie wciągnęło, ze jestem na ciebie zła, że nie ma następnego rozdziału. Masz dodawać regularnie i bardzo szybko hahahaha, nie no żartuję :D Uwielbiam :-*
  • awatar Flashing lights: Cudowny rozdział! Poszukiwania pierścienia Katherine, dobry pomysł! Ciekawi mnie czy Salvatorowie poczują coś do Eleny. Powaliły mnie słowa Damona: Kocham mozarellę. Od kiedy tak otwarcie dzieli się tym co kocha? Pisz szybko kolejny, bo tak bardzo interesuje mnie co będzie się działo dalej!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
"W grudniu nigdy nie czułam się tak źle."

Siedziała skulona na skórzanym, kremowym fotelu, patrząc brązowymi oczyma gdzieś przed siebie. Było jej zimno, lecz nie wstała, by włączyć ogrzewanie. Czuła, że nawet tak prosta czynność ją przerasta. W zamian za to owinęła się szczelnie białym, puchowym kocem.
Jeszcze nigdy nie czuła się tak samotna.
- Eleno, dziwisz się? - mruknęła sama do siebie. - Ludzie przypominają sobie o istnieniu kogoś, dopiero gdy oczekują pomocy przy pracy domowej albo mają inny problem - dodała. Potem pokręciła głową, bo zorientowała się, że gada przecież sama do siebie.
Otóż Elena, szczupła brunetka o oliwkowej cerze, jeszcze nigdy nie narzekała na brak zajęć. Jako jedna z popularniejszych dziewczyn w szkole zawsze była zapraszana na imprezy, a jeśli nie, to chodziła na randki lub spotykała się z przyjaciółmi. Ale teraz... Była Wigilia, a jej rodzice z bratem wygrzewali się na plażach Polinezji Francuskiej i pili drogie drinki. To Elena namówiła ich na ten wyjazd, nawet kupiła bilety na samolot. Sama miała nadzieję spędzić Święta u swojej przyjaciółki Bonnie. W ostatniej chwili okazało się jednak, że tata Bennetówny ma "niesamowicieważną", jak to określiła Bonnie w esemesie do Eleny, sprawę do załatwienia w Waszyngtonie. Cała rodzina oczywiście solidarnie wyruszyła za panem Bennet do stolicy, by tam, po załatwieniu owej sprawy, mogli cieszyć się Świętami w jakimś drogim hotelu, takim z całodobową obsługą na każde skinięcie oraz z ekskluzywnymi łazienkami wyposażonymi w wanny z hydromasażem.
Elena czuła się trochę przygnębiona z tego powodu, ponieważ rodzina Bonnie była dla niej jak jej własna. No i może była ociupinkę zazdrosna.
W zaistniałej sytuacji, Elena zmuszona została zadzwonić do Caroline, drugiej z przyjaciółek.
Nie oznaczało to wprawdzie gorszej alternatywy. Ale w rodzinie Forbesów nie było już tak miło i sielsko. Rodzice Caroline często się kłócili, nawet w obecności takiego gościa jak Elena, co było krępujące dla obu nastolatek.
Blondynka oznajmiła, że w związku z nagłą wiadomością, jaką dostała od mamy, dotyczącej rozwodu jej rodziców ("W Wigilię! - rozpaczała Caroline - Wiedziałam, że nie układa się im już od dawna, ale dlaczego powiedzieli mi, że się rozwodzą akurat w Wigilię?!", i tak miała zamiar ją odwiedzić.
Tak więc brunetka, ubrana w biały sweter i czarne legginsy siedziała skulona na fotelu w swoim pokoju, przykryta kocem, który powinien leżeć na kanapie i czekała.
Dzień minął Elenie na rozmyślaniu o wszystkim i o niczym zarazem. Nawet nieco się przestraszyła, usłyszawszy pukanie do drzwi. Nie sądziła, że wieczór nadejdzie tak szybko. Wyjrzała przez okno: śnieg nadal obficie sypał, co zauważyła w żółtym świetle przydrożnej lampy. To dziwne, ale nawet nie zorientowała się, kiedy zapadł zmierzch.
Opatulona kocem, jej zbroją chroniącą przed zimnem, otworzyła drzwi, a mroźne powietrze uderzyło w nią z taką siłą, że miała ochotę jednocześnie się rozpłakać i uciec gdzieś, gdzie byłoby choć trochę cieplej.
Z żalem pomyślała o rodzicach wygrzewających się na gorącym piasku.
- Masakra! - zawołała Caroline drżącym głosem, wpadając do mieszkania i szybko zamykając drzwi. Jej blond włosy, zwykle perfekcyjnie ułożone w lekkie fale, teraz były zmoczone i wyglądały wręcz okropnie. Choć w domu Eleny nie było zbyt ciepło, gdyż brunetka nie włączyła ogrzewania, śnieg z butów Caroline stopił się, tworząc ogromną kałużę.
- Wyglądasz tragicznie - skomentowała Elena patrząc, jak jej przyjaciółka zdejmuje z siebie wierzchnią warstwę ubrań.
- Ty też byś wyglądała jak mokry niedźwiedź, gdybyś musiała biec do kogoś przez zaspy, bo droga jest jeszcze nieodśnieżona - fuknęła Caroline. Najwyraźniej nie była w najlepszym humorze.
No tak, zganiła się brunetka. Chyba niewielu nastolatków cieszy się z rozwodu własnych rodziców. Elena zauważyła, że dziewczyna przyniosła ze sobą dużą, różową torbę, co zwiastowało, że ma zamiar zostać na noc. Poszły od razu do salonu, po drodze włączając ogrzewanie. Gdy usiadły już obok siebie na kanapie, Caroline ściągnęła sweter i zrobiła sobie z niego turban.
- To najgorsza Wigilia w moim życiu, przysięgam - powiedziała tonem, jakby miała się rozpłakać. Szybko ściągnęła mokre skarpety. - Wiesz jaki jest powód rozwodu moich rodziców?
Elena dałaby głowę, że usłyszała w tym pytaniu ironiczny śmiech.
- Różnica zdań? - zaryzykowała, patrząc, jak jej przyjaciółka męczy się z zamkiem swojej torby.
- Nie - zaprzeczyła Caroline, kręcąc głową. Potem się zaśmiała, całkiem szczerze, choć może trochę szalenie. Przerwała walkę z zamkiem błyskawicznym, by spojrzeć na Elenę.
- Mój tata po dwudziestu latach małżeństwa odkrył, że jest gejem.
Elenę niemal wmurowało w siedzenie.
- Wow - wykrztusiła tylko.
- Wiesz, tyle się mówi o tolerancji i takich tam... Ale jeśli sprawa zaczyna dotyczyć kogoś z twoich znajomych lub bliskich, to każdy nagle o tej tolerancji zapomina, nie sądzisz? - spytała Caroline sfrustrowana.
- Naprawdę nie miałam nic do homoseksualistów. Dopóki się okazało, że mój tata jest jednym z nich.
Elena westchnęła cicho, nadal próbując sobie poukładać w głowie, co się właściwie stało. Próbowała sobie nawet wyobrazić, co by było, gdyby usłyszała taką deklarację od własnego taty.
- Nienawidzę go - powiedziała Caroline ostro. Znów spróbowała sił z zacinającym się zamkiem i tym razem wygrała.
- To mocne słowa - stwierdziła Elena, obserwując przyjaciółkę.
- Wiem. Dlatego ich użyłam.
Caroline pociągnęła nosem i otarła wierzchem dłoni łzy. Elena przysunęła się, by ją przytulić, lecz blondynka nagłe wstała i zerwała z głowy mokry, czerwony sweter. Następnie rzuciła go ze złością w kąt salonu, a dokładnie znalazł się on na sporym kaktusie.
Elena jęknęła cicho, myśląc o tym, jak dużo czasu będą musiały jutro poświęcić, by pozbyć się każdej igiełki z delikatnego materiału.
- Masz jakieś filmy? - spytała Caroline z entuzjazmem. Nagle złapała chyba przysłowiowy wiatr w żagle i wydawała się już być taką jak zazwyczaj - uśmiechniętą, pozytywnie walniętą Caroline Forbes. Może tylko jej rozczochrane włosy i ciemne cienie pod oczami, które były wynikiem startego tuszu, gryzły się z jej "zwyczajnością".
- Mam laptop taty, a on ma wgraną masę komedii - przypomniała sobie Elena. Spojrzała pytająco na blondynkę, która wymownie uniosła idealnie wydepilowane brwi.
- No to na co czekasz, Gilbert?! - zawołała. - Razdwatrzy! - naśladując głos swojej matki - szeryfa Mystic Falls, wskazała palcem oszklone drzwi na drugie piętro.

###

Był pod wrażeniem.
No, może nie wpadał w zachwyt, nie był też świadkiem jakiegoś heroicznego wyczynu.
Ale gdyby był człowiekiem, na miejscu tej ślicznej blondynki wolałby zostać w domu. Na pewno nie chciałoby mu się przedzierać przez zaspy, mierząc się z silnym wiatrem, mrozem i cały czas padającym śniegiem, a dodatkowo także z ciężarem dużej, sportowej torby.
Dziewczyna ta najwyraźniej była na tyle zdeterminowana, by dotrzeć na Maple Street, że udało jej się to, co zamierzyła. Mały problem tkwił w tym, że upatrzyła sobie jako cel ten sam dom, co on.
Zgrzytnął zębami; nie było mu to bowiem na rękę. Łatwiej było omamić jedną ofiarę, z dwiema mógłby być już problem. Pomimo całej swojej mocy nie był pewien, czy dałby sobie radę. Mógłby oczywiście pozbyć się najpierw tej blondynki, a właścicielkę zostawić, zahipnotyzować, a gdy już nie będzie potrzebna...
Uśmiechnął się.
Nagle zdał sobie sprawę, że nie jadł od rana. Zęby zabolały, gdy przypadkiem dotknął ich językiem. Usłyszał za sobą skrzypnięcie śniegu i odwrócił się w sekundzie.
- Uważaj - zaśmiała się ubrana w podobny do jego własnego, czarny płaszcz z kapturem.
- Katherine, słońce, na co mam uważać? - prychnął, rozpoznawszy towarzyszkę. Zauważył po blasku jej cery, że najadła się do syta. Cieszyło go to. Nic bardziej nie radowało jego serca, niż widok sytej i pięknej panny Pierce.
- Nie nazywaj mnie tak - warknęła głucho, odtrącając jego dłoń, którą miał zamiar pogładzić jej blady i zimny policzek.
- Jesteś dla każdego wampira równie destrukcyjną jak promienie słoneczne - powiedział mężczyzna, nie zważając na odtrącenie. - Katherino, jesteś czystą Śmiercią.
Wiedział, że tymi słowami połechta ego wampirzycy i tym samym nie będzie na niego obrażona.
- Schlebiasz mi, Stefanie - odparła po chwili i uśmiechnęła się. Podeszła do mężczyzny i odkryła jego kaptur, który zakrywał jego jasnobrązowe włosy, zaczesane ku górze. Taka fryzura uwydatniała pociągłość jego twarzy oraz kości policzkowe, na których pojawił się lekki rumieniec, gdy Katherine dotknęła jego ust chłodnym palcem.
- Nic dziś nie jadłeś - stwierdziła, zaglądając w jego zielone oczy.
Stefan delikatnie zdjął kaptur z głowy Katherine.
Włosy miała tego samego koloru, co zawsze - naturalnie ciemnobrązowe. Długie fale pięknie układały się na płaszczu. Wiatr ich nie targał, podobnie śnieg nie spadał na obydwoje stojących na dworze. Potrafili umiejętnie wykorzystać swoją moc, by uchronić się od niesprzyjających warunków atmosferycznych.
Bursztynowe oczy Katherine zatrzymały się dłużej na surowych ustach Stefana. Pogłaskała go po policzku.
Dla postronnych obserwatorów mogliby wyglądać jak para zakochanych nastolatków. Stefan został bowiem przemieniony w wieku osiemnastu lat i chociaż od tamtej pamiętnej nocy minęło półtorej wieku, nie przybyła mu ani jedna zmarszczka. Podobnie było z Katherine, tylko że ona liczyła sobie ponad pięćset wiosen.
Ktoś mógłby się także zastanowić, widząc tą parę, dlaczego Elena nie wpuści swojego nowego chłopaka do domu w tak zimny wieczór.
Katherine Pierce i Elena Gilbert wyglądały bowiem identycznie, nie licząc nieco jaśniejszego odcienia włosów Eleny oraz bardziej niewinnego wyrazu twarzy.
- Może wrócimy tu jutro? - zaproponował Stefan.- Teraz naprawdę nie mam ochoty na żadne uroki i te sprawy.
- Mamy je pod nosem - fuknęła Katherine. - Po prostu tam wejdźmy, tak? Po co mamy się plątać po miasteczku, skoro możemy zaczekać do Sylwestra w tym ciepłym domu...
Stefan przerwał słowotok wampirzycy, przykładając długi, szczupły palec do jej czerwonych ust.
- Czekaliśmy tak długo - szepnął.- Co nagle to po diable. Wolę zaczekać, ale mieć pewność, że wszystko się uda - powiedział, patrząc jej w oczy. - Muszę najpierw znaleźć Damona.
Katherine skinęła głową, a gdy Stefan odjął od jej ust swój palec, pocałowała go.
- Zabij go od razu, gdy go zobaczysz - szepnęła jeszcze, a on tylko się uśmiechnął.

###

Do kombinacji bezustannie sypiącego śniegu i siarczystego mrozu, mniej więcej około dziesiątej wieczorem dołączył silny wiatr.
Ryczał i huczał praktycznie bez ustanku, wyginając drzewa i krzewy, przewracając drewniane płoty i strasząc zwierzęta.
Pług, który już dawno powinien odśnieżyć ulice - jak zauważyła Elena - nie dawał sobie rady z tą śnieżną nawałnicą. Wyglądało więc na to, że następnego ranka będzie na wszystkich mieszkańców Mystic Falls czekać przed każdym z domów tak wielka zaspa, że nawet nie będzie się dało otworzyć drzwi.
Caroline już spała, nawet nie obejrzała całego filmu. Elena z troską przykryła ją kocem i poszła się przyszykować do snu.
Ale spędziła godzinę, wiercąc się w łóżku, a nie zasnęła. Muzyka, która zwykle pomagała, teraz tylko ją rozpraszała.
Stanęła więc przy oknie w swoim pokoju, które wychodziło na północ, czyli miała widok na ogródek przed domem oraz drogę prowadzącą do głównych drzwi wejściowych. Teraz oczywiście to wszystko było pokryte śniegiem.
Myślała o zaletach i wadach lokalizacji swojego pokoju. W lecie oznaczało to mniej słońca wpadającego do wnętrza, a co za tym idzie lepszej do zniesienia temperatury. W zimie jednak praktycznie przez cały dzień musiała znosić półmrok wynikający z niedoboru światła.
Każda jednak noc, niezależnie od pory roku, była tak samo piękna.
Ta też, choć niosła w sobie coś okrutnego, bezlitosnego. Wiatr szalał i z pewnością, gdyby tylko odważyła się wyjść na zewnątrz, przewróciłby ją w zaspę a potem przykrył wystarczającą warstwą śniegu, by zamarzła na śmierć.
Zadrżała na samą myśl o sobie zakopanej głęboko w śniegu.
Zdecydowała, że pójdzie zrobić sobie kakao i jeszcze raz spróbuje zasnąć. Po prostu nudziło jej się to ciągłe stanie w miejscu.
Ale wtedy coś dziwnego przykuło jej uwagę.
Ktoś szedł, brodząc w śniegu sięgającym mu do kolan. Ale w tych ruchach było coś dziwnego... dziwne swobodnego.
Nikt normalny nie szedłby przez mokre zaspy z lekkością, jakby były to kopce liści.
Po posturze rozpoznała, że to mężczyzna. Ocenę jednak długo utrudniał jej płaszcz, w który był ubrany. Dlatego zanim zdążyła wymyślić, co zrobi, kiedy usłyszy pukanie, mężczyzna był już pod drzwiami.
I pukał, mocno i głośno. Tak mocno, że już dawno powinien pokaleczyć sobie kłykcie. Ale nie było to natarczywe pukanie, nic w stylu: "otwieraj, albo wyłamię drzwi i cię zabiję! ".
To była prośba.
Prośba zmarzniętego człowieka.
Elena poruszyła się niespokojnie, wahając się, co zrobić.
Była Wigilia, nie? To właśnie przed takimi ludźmi powinno otwierać się drzwi i zapraszać ich do środka na ciepłą herbatę i nocleg.
Zeszła na dół. Pukanie ustało na chwilę, by rozpocząć się na nowo po dłuższej chwili.
Delikatnie złapała klamkę, która odbijała lekkie światło dochodzące ze świecącej całą dobę lampki w kuchni.
Zapaliła światło w przedpokoju.
Teraz już nie było odwrotu.
Przekręciła klucz, pukanie ustało.
Spodziewała się mroźnego podmuchu wiatru, śniegu na podłodze, Jezu, nawet noża przy swoim gardle!
Ale nic z tego się nie wydarzyło.
- Przepraszam - powiedział miłym, całkiem przyjemnym głosem.
Powinien skrzeczeć, wyć z zimna. A on co? Miał głos jak miód, niski, taki...
- Przepraszam - powtórzył i w końcu spojrzała na jego twarz.
Jasne usta. Klasyczny nos, ostra linia szczęki, piękne kości policzkowe. Ale jego oczy... marzenie. Jak lód, jak zimowe niebo.
- Tak? - powiedziała w końcu, zadziwiająco spokojnie.
- Mój samochód utknął w zaspie, jechałem do rodziny w Richmond - wyjaśnił uprzejmie. Ręce miał zaciśnięte w pięści, ale nie sine. Wcześniej trzymał je w kieszeniach, teraz jednak zaryzykował odmrożenie palców dla dobrych manier.
- To przykre - wydusiła. - Jeśli chcesz... - przygryzła wnętrze policzka - i jeśli nie jesteś seryjnym mordercą, to zapraszam - uśmiechnęła się ciepło.
- Byłbym dozgonnie wdzięczny - odparł z ironią, której nie wychwyciła.
Elena odsunęła się i wpuściła gościa do środka. Dopiero gdy wszedł, do mieszkania wtargnął mroźny wiatr, powodujący gęsią skórkę na ramionach dziewczyny.
- Twoi rodzice nie będą mieli nic przeciwko? - spytał chłopak, ściągając czarny płaszcz.
Elenie wydawało się, że jego dłoń jest skaleczona, ale nie zdążyła się upewnić, gdyż szybko odwrócił rękę.
- Och, pardon - dodał z szelmowskim uśmiechem - Jestem Damon.
- Elena - przedstawiła się i podała mu dłoń, którą uniósł i ucałował.
Zagapiła się w jego jasnoniebieskie oczy, kontrastujące z czarnymi włosami. Ciemne pasma okalały jego twarz i zakrywały uszy, kończąc się tuż pod nimi. Nie były przylizane, lecz rozwichrzone. To przez wiatr - pomyślała Elena.
Ale przecież miał kapuzę...
Zorientowała się, że od dłużej chwili trzymają swoje ręce i gapią się na siebie.
- Zimno dziś - stwierdził. Elena oprzytomniała.
- Przepraszam, zaraz zrobię ci coś do jedzenia - powiedziała szybko i pociągnęła go w stronę łazienki. - Pewnie też masz ochotę się jakoś rozgrzać.
- Znam parę sposobów na rozgrzanie - wtrącił trochę cierpko, lecz po chwili się uśmiechnął.
Elena trochę się wystraszyła. Zaczęła się zastanawiać czy Caroline usłyszałaby jej krzyk...
- Jeszcze raz dziękuję - powiedział i zniknął za drzwiami łazienki.
Nawet nie poprosił o inne ubrania. Dałaby mu przecież jakieś rzeczy taty. Chociaż... byłyby na niego pewnie za duże. Poszła na górę i przygotowała mu łóżko w pokoju gościnnym. Potem zeszła i zaparzyła herbatę. Poczuła się senna, ale teraz nie mogła iść spać. Miała przecież gościa.
 

 
''Sztorm nadejdzie wkrótce, toczy się od morza.''

Duże, wręcz ogromne (bardziej przypominające strzępki chusteczek niż śnieg) białe płatki spadały, lekko wirując, na grubą już na około pół metra warstwę śniegu. I wcale się nie zanosiło, by w najbliższym czasie opady ustały.
Nikomu z mieszkańców Mystic Falls, małego miasteczka w stanie Virginia, nawet nie przyszło do głowy, żeby w ten wigilijny wieczór wyjść na dwór. Nikt nie odczuwał takiej potrzeby. Rodziny w tym momencie zasiadały do stołów, ojcowie włączali kolorowe oświetlenie na choinkach, a mamy rozkładały talerze na białych, świeżo wyprasowanych obrusach.
Śnieg zasypywał drogi, ale wszyscy mieszkańcy wiedzieli, że nim zdołają rozpakować prezenty, zostaną one odśnieżone, by ułatwić odjazd gości, którzy przyjechali do Mystic Falls na wigilijną kolację.
Na rynku, niedaleko pięknego ratusza stała wysoka choinka, ustrojona wedle miejscowej tradycji przez wszystkich chętnych mieszkańców bombkami i białymi lampkami. Na czubku widniała zawieszona przez burmistrza Lockwooda duża gwiazda, teraz już przysypana warstwą śniegu.
Temperatura ciągle spadała. Widoczność stawała się coraz mniejsza. Ale bynajmniej nie była to rzecz naturalna.
Znalazła się w Mystic Falls osoba, która odważyła się wyjść na zewnątrz. Nie opuściła ona domu w ten wieczór, o nie. Jej domu już dawno tu nie było. Przybyła z daleka.
Ubrany w czarny płaszcz z kapturem mężczyzna wyjął rękę z kieszeni i dotknął palcami srebrnej bombki na choince. Stał tak przez chwilę, jakby zachwycając się plastikiem w kształcie kuli.
Nic bardziej mylnego. Mężczyzna ten nie był osobą, którą zachwyciłby byle przedmiot, zwłaszcza tak pospolity. Zresztą, nienawidził Świąt i wszystkiego, co się z nimi wiązało.
Bombkę, w wyniku jego dotyku, zaczął okrywać szron, malując na niej piękne, białe wzorki, podobne do kształtów płatków śniegu. Nagle ozdoba pękła z taką siłą, że odłamki plastiku wbiły się mężczyźnie w dłoń.
Skrzywił się nieznacznie i usunął odpryski. Krew, która wyciekła mu z ran, od razu zamarzła.
Obrzucił spojrzeniem choinkę i zdegustowany odszedł w stronę ratusza. Potem odwrócił się jeszcze raz, jakby chciał sprawdzić, czy efekt jest nadal tak samo okropny. Uśmiechnął się gorzko. Stał tak, że w świetle latarni widać było jego jasne usta, klasyczny nos i ostrą linię szczęki. Reszta twarzy kryła się w cieniu.
Za moich czasów – pomyślał- za moich czasów zamiast tej choinki na rynku ustawiano szopkę. To jest przecież najważniejsze w Świętach Bożego Narodzenia - pomyślał z kpiną - Boże Narodzenie.
Potem, z ogólnym przekonaniem, że świat schodzi na psy, ruszył po krawężniku, jedynej części nawierzchni nie będącej jeszcze pod warstwą śniegu, który mógłby zaszkodzić jego drogim, skórzanym butom.
Przeszedł kilkaset metrów i przystanął. Po krótkim namyśle skręcił w prawo i zagłębił się w boczną uliczkę, przy której stało kilka domów.
Maple Street - odczytał z tabliczki. Prychnął. Nie rozumiał potrzeby ludzi nazywania ulic. Jeśli już, to czemu te nazwy musiały być tak głupie i dziwne? I w ogóle nie pasujące do krajobrazu? W tym rejonie Mystic Falls już od stulecia nie rosły klony.
Tą cześć miasta, gdyby to od niego zależało, nazwałby Wzgórzem Czerwonych Lilii.
Wzgórze się zgadzało. Lilie były kojarzone z niewinnością, co miało być groteską.
Ona... cóż, na pewno nie była niewinna, pomyślał.
Ani czysta, uśmiechnął się niesamowitym uśmiechem. A czerwień symbolizowała krew.
Mieszkańcy Mystic Falls tak mało wiedzieli o historii ich miasteczka...
Należało to zmienić. Miał zamiar przywrócić pamięć o przeszłości i nauczyć wszystkich szacunku do niej. I to jeszcze w tym roku.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Hej.
Jestem z bloga: http://tinistasdieguistas.pinger.pl/
Założyłam tego bloga, ponieważ tam dodaję już jedno opowiadanie, a teraz zaczęłam kolejne. Tematyka bloga... Moje życie, ale głównie będzie o dwóch serialach: The Vampire Diaries i The Originals. W opowiadaniu znajdą się postaci z tych świetnych produkcji. Jeśli chcecie "Poznaj mnie" to napiszcie o tym w komentarzu.

A to niechaj zostanie moim podpisem: Sister Salvatore ❄
Bay